W imieniu pokrzywdzonej klientki złożyłam pozew do sądu o zapłatę przez szpital kwoty 350.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną przez nią krzywdę, 15.000 zł tytułem odszkodowania za poniesione koszty leczenia i zasądzenie kwoty 1500 zł miesięcznie renty z tytułu jej zwiększonych potrzeb.

Powództwo oparłam na następującym stanie faktycznym: 34-letnia powódka odczuwała silne bóle głowy, którym towarzyszyły zaburzenia mowy. Ponieważ dolegliwości nie ustępowały, rodzina powódki wezwała pogotowie ratunkowe, które przewiozło chorą do pozwanego szpitala. Po podaniu leków przeciwbólowych i rozpoznaniu migreny z aurą wypisano pacjentkę do domu z zaleceniem, aby zgłosiła się do lekarza rodzinnego, gdyby dolegliwości nie ustępowały. Następnego dnia, wobec braku poprawy stanu zdrowia, powódka zgłosiła się do lekarza rodzinnego, ale czekając
w poczekalni, zasłabła, tracąc przytomność. Przewieziono ją ponownie do pozwanej placówki, gdzie stwierdzono udar niedokrwienny lewej półkuli mózgu z afazją senso – motoryczną oraz niedowładem kończyn prawych. Wywodziłam, że do tak tragicznego skutku doszło na skutek błędu pracowników szpitala.

W toku postępowania sądowego powołano kilku biegłych z różnych dziedzin: neurologii, neurochirurgii, chorób wewnętrznych, psychiatrii, kardiologii i psychologii. Specjaliści mieli odpowiedzieć na pytania: czy działania podjęte wobec powódki podczas pierwszej wizyty
w szpitalu były zgodne ze sztuką lekarską, czy zastosowano właściwe sposoby leczenia, czy zasadne było wypisanie jej do domu bez przeprowadzenia dodatkowych badań, czy wykonanie pełnej diagnostyki uchroniłoby ją przed udarem albo mogło zmniejszyć jego zakres, a także jaki jest jej aktualny stan zdrowia i uszczerbek na zdrowiu.

Biegli byli zgodni co do tego, że stan zdrowia powódki nie uległ poprawie, pomimo tego, że sporządzali opinie po 3 latach od dnia nieszczęśliwego zdarzenia. Wskazali, że rzeczywisty uszczerbek na zdrowiu wynosi łącznie 135%, a rokowania na przyszłość są niepomyślne.
W ocenie biegłych, powódka już nigdy nie odzyska pełni zdrowia, a jej wyleczenie nie jest możliwe. Utrzymują się niedowłady kończyn, problemy z mową, chodzeniem, a dalsze leczenie i rehabilitacja mogą jedynie wspomóc, aby stan ten się nie pogarszał. Biegli uznali również, że szpitalowi można postawić zarzut nie wykonania diagnostyki obrazowej podczas pierwszego pobytu powódki w szpitalu. Badania te mogły bowiem, jeśli nie spowodować uniknięcia udaru, to przynajmniej zmniejszyć jego zakres. Błędem był zatem sam brak reakcji
i wypuszczenie pacjentki ze szpitala do domu bez wykonania badań i bez obserwacji.

W konsekwencji powyższych ustaleń Sąd I instancji zasądził na rzecz powódki kwotę 200.000 zł tytułem zadośćuczynienia, 15.000 zł tytułem odszkodowania oraz kwotę 1500 zł miesięcznie tytułem renty. Od powyższego orzeczenia apelację złożył zarówno szpital, kwestionując
w całości rozstrzygnięcie sądu, oraz pełnomocnik powódki, skarżąc wyrok w części oddalającej częściowo żądaną kwotę zadośćuczynienia.
Sąd II instancji oddalił apelację szpitala, uznając, że placówka ta ponosi winę za powstanie szkody, bowiem nie zastosowano właściwych środków w należyty sposób. Przez zastosowanie „właściwych środków” rozumie się takie fachowe postępowanie, które w danej sytuacji było wskazane z medycznego punktu widzenia. Postępowania odmienne określane są zazwyczaj jako błąd w sztuce lekarskiej. Natomiast przez pojęcie „w należyty sposób” należy rozumieć dołożenie takiej staranności, jaka w określonej sytuacji była należna, wymagana i potrzebna.
Sąd Apelacyjny wskazał również, że od lekarzy oczekuje się zachowania staranności wyższej niż przeciętna z uwagi na przedmiot ich zabiegów i mogące wystąpić skutki. Jak podkreśla się w doktrynie, jeżeli lekarz powinien i mógł zrobić więcej, aniżeli przewidują standardy medyczne, to można postawić mu zarzut winy. Dla odpowiedzialności lekarza lub zakładu leczniczego wystarczy każdy stopień winy, choćby najmniejszy. Powyższe skutkowało uznaniem, że wina pozwanej placówki została udowodniona na skutek nieprzeprowadzenia możliwej do wykonania diagnostyki i zaniechania hospitalizacji powódki, do czego były wskazania.

Sąd odwoławczy uwzględnił moją apelację, podwyższając kwotę zadośćuczynienia do sumy 350.000 zł. Sąd zgodził się z argumentami, że wysokość pierwotnie zasądzonego świadczenia nie uwzględniała w sposób dostateczny stopnia dolegliwości fizycznych i psychicznych, utratę szans i perspektyw życiowych oraz zakresu ograniczeń w życiu codziennym pokrzywdzonej. Nie miał sąd wątpliwości, że powódka jest osobą całkowicie niepełnosprawną i musi podejmować wszystkie dostępne kroki, aby aktualny stan zdrowia jak najdłużej zachować, bo szanse przywrócenia choćby częściowej sprawności są wykluczone.
Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę, że polskie społeczeństwo jest w wysokim stopniu rozwarstwione pod względem poziomu życia i zasobności portfela. W związku z tym tendencja z przeszłości do zasądzania tytułem zadośćuczynienia skromnych sum nie utrzymuje się. W tej chwili zarysowuje się trend, by zasądzać kwoty wyższe. Sąd powołał się również na orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 14 stycznia 2011 roku, wydane w sprawie I PK 145/2010, w którym podkreślono, że nie ma żadnego taryfikatora do ustalania wysokości zadośćuczynienia, a zdrowie ludzkie jest dobrem szczególnie wysokiej wartości, więc zadośćuczynienie z tytułu uszczerbku na zdrowiu musi być odpowiednio wysokie. Musi to być kwota odczuwalna i przynosić poszkodowanemu równowagę emocjonalną naruszoną przez wypadek i doznane cierpienia.

W konsekwencji powyższego, prawomocnego już orzeczenia, powódka uzyskała środki, które pozwolą jej kontynuować leczenie i rehabilitację.